Zanim zabiorę się do konkretnej roboty, a więc sprzątania albo pisania właściwych tekstów, muszę się przyznać do niezdrowego uzależnienia od sprawdzania dystrybucji linuxowych. Wczoraj dla przykładu, zamiast cieszyć się wolnym popołudniem i odchorowywać zapalenie oskrzeli zacząłem po raz kolejny zabawę w instalowanie, tym razem chodziło o Fedore 12. Poczytałem że szybciej chodzi i w ogóle, a jeszcze kolega na gadu zapytał czy już widziałem, co przeważyło i, cholera, zamiast skupić się na normalnych sprawach ściągnąłem, wypaliłem i zainstalowałem. W tym miejscu czas na małą dygresje, otóż, na moim laptopie jedynie Ubuntu w wersji 9.10 instaluje się z pendrive’a. Zapewne jest to kwestia tego, że pojemność jego wynosi 8 GB, co generalnie szału nie robi, ale wymusza format FAT32, a do instalacji Linuxów zalecany jest FAT16. Nie staram się tu mądrzyć, po prostu powtarzam za tymi co wiedzą lepiej i potrafią to wyjaśnić za pomocą przemądrzałych wyrazów. Oni potrafią także sprawić by na pendraku powstało kilka mniejszych partycji. Naaa praaawdę! Zobaczcie w google. Ale do rzeczy. Czytając fora dowiedziałem się o tzw. “piekle zależności”, które w rzeczywistości faktycznie istnieje. Zainstalowanie Fedory 12 to jest nic w porównaniu z późniejszym jej konfigurowaniem. Co prawda istnieją pozornie wygodne dla użytkownika paczki RPM, ale faktycznie gdyby nie mieć dostępu internetu to te paczki można by sobie wsadzić.. do kosza. Za każdym razem brakowało co najmniej kilku pakietów. I co ja mam w takim razie począć, kiedy chce zainstalować WICD żeby mieć dostęp do internetu, bo NetworkManager wiesza system? W Ubuntu, “przereklamowanym” z punktu widzenia fanów Fedory, wystarczyło ściągnąć paczkę DEB i po wszystkim. Jeżeli okazała się wybrakowana to trudno, zawsze znalazło się następną. To nie wszystko. Czytając fora dowiedziałem się że Fedora 12 jest niedopracowana i dlatego część rzeczy nie będzie działać. Wszyscy wspominają jak cudownym systemem była Fedora 6 albo 9, ale niestety już się przedawniły i trzeba było iść dalej. I w ogóle.
Podobnych narzekań można znaleźć o wiele więcej. Dla mnie sprawa wygląda następująco. Fedora 12 wysypuje na moim komputerze więcej błędów niż Ubuntu. Trzeba czasu żeby ją skonfigurować a i tak podobno pojawią się błędy. Ubuntu jest bardziej domyślne i user friendly co nigdy nie powinno być poczytane jako wada, łatwiej się konfiguruje i dużo prościej znaleźć porady, co nie znaczy że Fedora project nie zapewnia dobrego wsparcia. Po prostu Ubuntu jest, że sobie pozwolę użyć brzydkiego słowa, popularne, do tego stopnia, że siłą rozpędu oferuje więcej pomocnych pakietów, przydatnych do codziennego użytku.
A tak naprawdę to wszystkie dystrybucje Linuxa są tak samo dobre, bo zawsze open source’owe i dopasowane do indywidualnych potrzeb. Trzeba tylko znaleźć tę właściwą dla siebie. Ble.. teraz to chyba trochę przesadziłem. Idealnia asekuranckie i nierozstrzygająca postawa to prawdziwy problem dzisiejszych czasów, bo jak ma działać społeczna dialektyka kiedy masy zamiast rozmawiać, robią sobie zbiorową laskę. Fcuk!
Dodaj komentarz jak dotąd
Dodaj komentarz